Serwis INFRA - UFO Duchy Zjawiska paranormalne 2012
Home Z pogranicza nauki Wszechświat 3 dni do zderzenia!

3 dni do zderzenia!

Z Ziemi wygląda to w zasadzie dość niewinnie. Mała świetlna kropka leniwie porusza się po niebie, choć naukowcy obserwujący ją z obserwatoriów rozmieszczonych na szczytach gór traktują ją bardzo poważnie. To asteroida - jedna z tych, z których istnienia wcześniej nie zdawano sobie sprawy. Odczyty z komputerów skłaniają uczonych do wydania oświadczenia, z którym to mieli nadzieję nigdy się nie zetknąć. Asteroida jest bowiem na kursie kolizyjnym z Ziemią. Jest ona wielkości drapacza chmur, ale ma potencjał do pogrzebania w gruzach całego miasta. Ponadto będzie tu na dniach...
 


____________________
Davig Shiga, New Scientist


Niemożliwe. To pierwsze słowa jakie nasuwają się po lekturze powyższego akapitu, nie mniej jednak scenariusz taki jest całkiem prawdopodobny i to na tyle, że amerykańskie lotnictwo zdecydowało się niedawno zgromadzić razem naukowców, wojskowych oraz specjalistów od sytuacji nadzwyczajnych, aby zdecydowali się, w jaki sposób zareagować na coś podobnego.

Poproszono ich, aby wyobrazili sobie, w jaki sposób ich uznane organizacje i instytuty zareagowałyby na ogłoszenie mówiące, że do naszej planety zbliża się (tym razem fikcyjna) asteroida o nazwie Innoculatus. Składa się ona z dwóch części. Pierwszą z nich jest 270-metrowa kupa gruzu, która najprawdopodobniej rozpłaszczy się na Atlantyku u zachodnich wybrzeży Afryki oraz szeroka na 50 m. skała, która w hollywoodzkim stylu leci wprost na którąś z wielkich światowych stolic.


Przedsięwzięcie, które miało miejsce w grudniu 2008 roku zwróciło uwagę na zagrożenia, jakie niosą ze sobą m.in. asteroidy. Co więcej, nie tylko nie istniał jeszcze plan związany z tym, co robić w przypadku zderzenia, ale brak także systemów wczesnego ostrzegania przez potencjalnym zagrożeniem. Organizatorzy mieli jednak nadzieję, że sytuacja ulegnie zmianie. Jeden z nich, Peter Garreston, od dawna zajmuje się niebezpieczeństwem związanym z kolizją Ziemi i jednej z kosmicznych skał.

Ostatnim z obiektów, który zwrócił uwagę wszelkich ludzi obawiających się o los planety była asteroida o nazwie 2008 TC3. Obiekt o rozmiarach samochodu wybuchł w ziemskiej atmosferze (nad Sudanem) w październiku 2008 roku. Pierwszy teleskop dostrzegł go dopiero na 20 godzin przed wejściem w ziemską atmosferę, kiedy znajdował się on w odległości 500.000 km. Astronomowie mieli jednak szczęście, że w ogóle go dostrzegli.

Dzięki Bogu, 2008 TC3 był jednak za mały, aby wyrządzić jakiekolwiek szkody na powierzchni planety, jednakże nie oznacz to, że nie istnieje zagrożenie związane z większymi obiektami. Dopiero co rozpoczęliśmy śledzenie milionów obiektów o wielkości wieżowców, które kręcą się w sąsiedztwie Ziemi a przy zderzeniu z nią mogą wyrządzić szkody porównywalne z wybuchem jądrowym. A do zderzeń z asteroidami dochodzi wcale nie tak rzadko, jakby się mogło wydawać. Dziś powszechnie uważa się, że obiekt o średnicy od 30 do 50 m wybuchł nad Syberią w 1908 roku przewracając drzewa na obszarze wielu kilometrów. Według czasopisma
Nature" szansa, że w każdym roku dojdzie do powtórki tego zdarzenia wynosi 1 do 500. W innym ujęciu, istnieje 10% szans na to, że w ciągu następnego półwiecza dojdzie do czegoś podobnego.

- 50-metrowe asteroidy są przerażające - mówi Timothy Spahr z Minor Planet Center w Cambridge. Łatwo uświadomić sobie, że ogłoszenie o zderzeniu w przeciągu trzech dni z takim obiektem spowodowałoby wszechogarniający chaos.

W czasie wspomnianej już symulacji, naukowcy wyjaśnili dlaczego w przypadku tak słabo rozwiniętego systemu ostrzegania skutki spotkania z kosmiczną skałą mogą być straszliwe. Nawet te obiekty, które mierzą mniej niż 50 m. średnicy mogą ważyć setki tysięcy ton, więc aby zmienić tor jej lotu wymagane byłoby zastosowanie ogromnej siły i to tak wielkiej, że detonacja pocisku nuklearnego w kosmosie mogłaby nie wystarczyć do zbicia asteroidy z feralnego kursu. Aby zmienić tor jej lotu należy zastosować odpowiednią siłę, ale na lata przed tym, jak znajdzie się ona w pobliżu naszej planety. Jednakże może to tylko pogorszyć sytuację i rozbić obiekt na drobniejsze części, które choć nie wyrządzą wielkich szkód na powierzchni Ziemi mogą skutecznie zniszczyć sieć satelitów na orbicie.

Panika na ulicach

Mówiąc prawdę, pociski nuklearne nie wchodziłyby w grę, bowiem te, które spoczywają sobie spokojnie w silosach rozsianych po całym globie nie są stworzone do wyśledzenia asteroidy i nie przetrwałyby nawet kilku minut w przestrzeni kosmicznej. Zamiast nich jedynym wyjściem byłoby przygotowanie się na nieuniknione.

Amerykański astronom Peter Jenniskens odnalazł przy pomocy studentów z Chartumu fragment 2008 TC3 (fot. za: wikipedia)

Dobrą stroną w takim obrocie sprawy byłoby jednak to, że późniejsze ostrzeżenie niesie za sobą możliwość dokładnego ustalenia czasu i miejsca zderzenia. W przypadku 2008 TC3 naukowcy już po kilku godzinach ustalili, że przewidywane miejsce wejścia obiektu w atmosferę ziemską znajduje się nad północną częścią Sudanu. Czas określono z dokładnością do minuty. Jednakże uczestnicy przedsięwzięcia prowadzonego przez Amerykańskie Lotnictwo zauważyli, że w przypadku gdy zagrożony byłby gęsto zaludniony obszar niemożliwe mogłoby stać się opanowanie sytuacji, co przyczyniłoby się do paraliżu komunikacyjnego i wszechogarniającego chaosu.

- W ciągu trzech dni od poinformowania o zagrożeniu można śmiało uciec w bezpieczny rejon, jednakże przeraża myśl, w jaki sposób podobne sytuacje były w przeszłości źle zarządzane - mówi Spahr wspominając m.in. o ewakuacji Nowego Orleanu w 2005 roku. Wyobrażam sobie już błąkających się ludzi, którzy krzyczą w panice.

Aby zapobiec panice i dezorganizacji, władze muszą wypracować odpowiedni plan ewakuacyjny i poinformować społeczeństwo o niebezpieczeństwie najszybciej jak to tylko możliwe. Podobne doniesienia stałyby się z pewnością główną pożywką dla mediów i spowodowały informacyjną burzę.

Na chwilę przed wybuchem ulice powinny opustoszeć. W przypadku fikcyjnego Innoculatusa, kiedy zbliża się on do powierzchni planety, ciśnienie atmosferyczne od frontu obiektu oraz tarcie powodują gwałtowny wzrost temperatury. W niższych partiach atmosfery, gdzie powietrze jest gęstsze, temperatura wzrasta do tego stopnia, że obiekt dosłownie wyparowuje i wybucha i tak samo, jak w przypadku incydentu z 1908 dzieje się to jakieś 8 km. nad ziemią.

Fala uderzeniowa

Jeśli ktoś miałby na tyle szczęścia (lub pecha), aby przyjrzeć się eksplozji z góry, byłaby ona jaśniejsza od słońca. Mark Boslough z Sandia National Laboratory w Livemore (Kalifornia) mówi, że uwolnione promieniowanie sprawiłoby, że wszystkie palne materiały zajęte zostałyby przez ogień. Każda osoba bezpośrednio wystawiona na ich działanie zostałaby ciężko poparzona.

Ale na długo przed tym, jak do uszu potencjalnych ofiar doszedłby huk wybuchu, zostałyby one zmiecione z powierzchni przez falę uderzeniową, bowiem eksplozja spowodowałaby postanie bańki powietrza pod ciśnieniem, które pędziłoby z prędkością większą od dźwięku. Planetolog Jay Melosh z Purdue University w Nowym Jorku doświadczył raz fali uderzeniowej, jaka powstaje w wyniku detonacji 500 ton dynamitu, co jest niewielkim wybuchem w porównaniu z zagrożeniem ze strony asteroidów.

- Stałem na szczycie wzgórza i zakładałem korki to uszu - mówi. To lśniący bąbel. Rozchodzi się w zupełnej ciszy, aż do czasu, gdy dotyka ciebie, a wtedy słychać podwójne uderzenie.

Melosh był jednak w bezpiecznej odległości, jednakże w punkcie zero tuż pod wybuchającą asteroidą siła uderzenia byłaby na tyle silna, aby przewracać budynki. Pojawiłaby się jakieś pół minuty po oślepiającym błysku. Znajdujące się w pobliżu samoloty również zostałyby strącone z nieba - mówi Boslough. Każdy budynek, który przetrwałby zostałby i tak przewrócony przez szalejący wiatr wiejący z siłą większą od huraganu.

Oczywiście dwie-trzecie powierzchni naszej planety pokrywają oceany. Podczas gdy nasza atmosfera jest w stanie ochronić nas przed asteroidami o średnicy mniejszej niż 100 m., każdy większy obiekt wpadający do oceanu, w tym odłamki lub pozostałości rozbitego obiektu, mógłby spowodować zniszczenia na wybrzeżach w wyniku pędzących ku nim fal. Scenariusz zakładający wielkie zniszczenia, które powstałyby w ten sposób i idące w ich ślad ofiary i podtopienia sprawił, że w 2003 roku naukowcy z NASA orzekli, że najbardziej niebezpieczną możliwością jest upadek ciała kosmicznego do oceanu.

Najnowsze symulacje oferują jednak trochę nadziei. Sugerują bowiem, że monstrualne fale wygenerowane wskutek upadku potencjalnego obiektu do oceanu utraciłyby większość swego niszczycielskiego potencjału przed dotarciem do brzegu, chyba że do zderzenia doszłoby znacznie bliżej lądu. Kolejną nadzieją jest to, że obiekty przekraczające rozmiarem 100 m. zderzają się z Błękitną Planeta znacznie rzadziej niż te o rozmiarach dochodzących do 30 m.

Ale trwająca jeden dzień konferencja ekspertów jedynie dotknęła całej tematyki. Odsłoniła jednak brutalną prawdę mówiącą, że jeśli spełni się nieoczekiwanie ów koszmar, nie ma żadnych planów działania, ani ze strony NASA, ani też wojska czy służb porządkowych ani nawet rządu. Dalsze symulacje są jednak potrzebne, bowiem im bardziej będziemy zdawać sobie sprawę ze skali problemu, tym skuteczniej działać można w przyszłości.

Przy obecnym stanie rzeczy nasza szansa na wyśledzenie asteroidy o 30-metrowej średnicy wynosi od 25 do 35% - szacuje Alan Harris, astronom ze Space Science Institute w Boulder (stan Kolorado). Wskutek działania słońca nie zauważamy do 50% obiektów, które mogą nieść ze sobą zagrożenie. Nieproszonych gości przysłonić może także światło odbijające się od Księżyca.

Według szacunków, upadek asteroidy w wody oceanu mógłby mieć znacznie bardziej katastrofalne skutki

Co więcej, dwie z trzech największych na świecie instytucji zajmujących się śledzeniem asteroidów znajduje się w Arizonie (leży tam m.in. Catalina Sky Survey, dzięki której udało się wykryć 2008 TC3). Między lipcem a wrześniem niebo nad Arizoną ma tendencję do przykrywania się chmurami.

- Gdyby przenieść eksplozję 2008 TC3 na lipiec, można by zapomnieć o tym, że kiedykolwiek go wyśledzimy - mówi Spahr.

Ale powróćmy do jeszcze jednego scenariusza, który zaniepokoił uczestników konferencji. Załóżmy, że asteroida przylatuje znikąd i wybucha nad regionem uzbrojonym w pociski nuklearne, takim jak Południowo-Zachodnia Azja czy Bliski Wschód. Coś podobnego mogłoby zostać błędnie zinterpretowane przez niektóre kraje jako atak nuklearny.

Podobne obawy sprawiły, że gdy w 2008 roku NASA dowiedziała się o obiekcie, który eksplodował nad Sudanem nie tylko wydała w tej sprawie oświadczenie, ale także zawiadomiła Departament Stanu oraz Biały Dom - mówi Lindley Johnson z NASA, który nadzoruje projekt związany z obiektami okołoziemskimi.

- Gdyby obiekt zmierzał gdzieś w kierunku Pacyfiku, z pewnością nie zareagowalibyśmy w ten sposób, jednakże z racji tego, że kierował się ku Bliskiemu Wschodowi trzeba było podjąć odpowiednie kroki.

Jedyną drogą do poprawienia naszego położenia jest obserwacja nieba. Europejska Agencja Kosmiczna pragnie włączyć się do gry i skupić na tym uwagę obserwatorium w Chile. Z pewnością uzupełni to luki agencji NASA, która ogranicza się do monitorowania północnej półkuli - mówi Richard Crowther, konsultant ESA, który kieruje komisją ds. obiektów okołoziemskich przy ONZ.

Przygotujcie się!

- Jak na razie to USA wzięło za siebie największą odpowiedzialność za radzenie sobie z tą kwestią i myślę, że nadszedł najwyższy czas na to, aby włączyły się w to także inne kraje - mówi.

Eksplozja kontrowersyjnego obiektu nad Podkamienną Tunguską spowodowała zniszczenia na sporym obszarze. Mimo to nie znaleziono szczątków obiektu odpowiedzialnego za katastrofę

Pomoc oferują także dwa nowe amerykańskie obserwatoria, które w większości wciąż są jeszcze w sferze planów. The Panoramic Survey Telescope oraz Rapid Response System (Pan-STARRS) składać będą się z czterech teleskopów o średnicy 1.8, z których pierwszy działa już na Hawajach. Istnieją także plany, aby do 2015 roku wznieść w Chile kolejne obserwatorium, jednakże wciąż zbierane są na to fundusze. Z pewnością wspomoże to wysiłki mające na celu wczesne lokalizowanie potencjalnie niebezpiecznych obiektów i wydłuży czas ich wykrywania do ponad miesiąca. Ale mimo to wciąż będą to przedsięwzięcia obarczone problemami związanymi z wpływem Słońca i Księżyca.

Problem rozwiązałby specjalny teleskop kosmiczny, jednakże jest to wydatek rzędu biliona dolarów.

- Mówimy jednak o inwestycji w ramach polityki bezpieczeństwa - mówi Irwin Shapiro z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics w Cambridge.

Shapiro kieruje Amerykańską Narodową Rada Badawczą, która do końca roku opracuje odpowiednią strategię dotyczącą zagrożenia związanego z okołoziemskimi obiektami.

Choć zderzenia z asteroidami zdarzają się rzadziej niż huragany czy trzęsienia ziemi, niosą ze sobą znacznie większe zagrożenie.

- Myślę, że wymaga to corocznie miliardów dolarów, jednakże to pierwsze na liście zagrożeń, których powinniśmy się obawiać - dodaje Johnson. Istnieje bowiem szansa, że możemy się o tym dowiedzieć np. w przyszłym tygodniu.

Wydarzenie przypominające to, co rozegrało się ponad 100 lat temu nad Syberią ma miejsce średnio raz na 500 lat. To z pewnością podnosi na duchu. Kolejna sprawa związana jest z tym, że obszary zamieszkałe i gęsto zaludnione zajmują wciąż niewielki odsetek powierzchni planety. W 2003 roku naukowcy z NASA obliczyli, że podobne do tunguskiego incydenty mogłyby nieść śmiertelne żniwo jedynie raz na cztery podobne przypadki, zaś dopiero co 17 mógłby przynieść więcej niż 10.000 ofiar.

A może zbombardować?

Najszybszym sposobem działania w przypadku napotkania niechcianego gościa z kosmosu byłoby wystrzelenie pocisku nuklearnego z pokładu statku kosmicznego, jednakże na to wciąż potrzeba jeszcze kilku lat. Należy dokonywać tego z niezwykłą precyzją, aby pozostałe po skale odłamki same w sobie nie stały się zagrożeniem dla planety.

Artystyczna wizja wybuchu obiektu nad syberyjską pustką. Podobny obraz mógł towarzyszyć wybuchowi fikcyjnego Innoculatusa

Musimy się zatem przygotować. Zaprojektowanie i zbudowanie nowego statku kosmicznego zajmuje zwykle kilka lat. Przy obecnym stanie techniki rakietowej kilka kolejnych lat zajęłoby zapewne dotarcie do niosącej zagrożenie asteroidy. Jednakże próba zmiany toru lotu asteroidy musi nastąpić na kilka lat przed tym, jak zbliży się ona do Ziemi, zatem potrzebujemy lat na to, aby wyśledzić i odwrócić Armageddon. Problem sprawia także to, że od 1967 roku zabronione jest używanie broni jądrowej w przestrzeni kosmicznej, choć z pewnością w przypadku zagrożenia nikt nie wahałby się z reakcją.

Wraz z biegiem lat powstaną nowe możliwości obrony przed kosmicznym zagrożeniem. Jedną z nich jest
grawitacyjny traktor", który krążyłby przez kilka lat wokół asteroidy sukcesywnie strącając ją z kursu kolizyjnego używając do tego swego niewielkiego wpływu grawitacyjnego na obiekt.

Kolejna opcja związana byłaby ze skoncentrowaniem na powierzchni asteroidy światła słonecznego poprzez flotę statków-luster, które mogłyby unicestwić obiekt. Uwalniające się gazy sprawiłyby także, że obiekt zacząłby poruszać się lekko w kierunku przeciwnym, co na wiele lat odwróciłoby zagrożenie dla Ziemi.

Zobacz także
:
Skomentuj na INFRA FORUM
100 lat od Katastrofy Tunguskiej
Nieuniknione spotkanie z asteroidą

_____________________
Tłumaczenie i opracowanie: INFRA
Autor: David Shiga
Źródło: New Scientist
 

Kontakt:

Byłeś świadkiem niezwykłego zdarzenia? Napisz o tym do nas: E-mail: infra@epoczta.pl, Tel./sms: 661 260 585,  GG: 3607730. Zobacz także nasze konto na serwisie Facebook.

Z ostatniej chwili:

Radio Paranormalium nadaje!
W nowej ramówce m.in. „Z kart historii", „Poltergeist" - nowa audycja Grzegorza Tarczyńskiego a także najnowsze wydanie „INFRA FAKTÓW". Słuchajcie w niedzielę od 18:00.

Cień Kształtu poleca:

Najbardziej zagadkowa czaszka
Znaleziona w Meksyku czaszka wprawia w zdumienie zachodnich naukowców. Skąd wynikają jej niezwykłe cechy? Czy w ogóle należała do człowieka? Na te pytania odpowiada w swej książce Lloyd Pye.
Więcej na Cienksztaltu.pl

Studio astropsychologii poleca:

Aktywuj pełną moc mózgu
Ludzki mózg to jedna z najbardziej skomplikowanych naturalnych struktur. Jak codziennymi czynnościami sprawić, aby służył nam swoim pełnym potencjałem? 
Więcej na talizman.pl oraz Studioastro.pl

Studio astropsychologii poleca:

Przeżyłem śmierć
Oto historia człowieka, który dwukrotnie przekraczał granicę śmierci, za każdym razem przynosząc z zaświatów niezwykłe zdolności i przesłania, które wykorzystywał w praktyce. Wstęp do „Przeżyłem śmierć" napisał słynny Raymond Moody.
Więcej na talizman.pl oraz Studioastro.pl

KOS poleca:

Tradycyjna numerologia chińska
Pięknie wydana a jednoscześnie przystępna dla czytelnika publikacja wyd. KOS odsłania techniki chińskiej numerologii i kryjących się za nią zasad filozoficznych, poprzez które starano się porządkować przez wieki wizję świata.
Więcej na stronie Wydawnictwa KOS

Illuminatio poleca:

Issa
Do dziś ani historycy ani teologowie nie wiedzą, co działo się z Jezusem w okresie tzw. „zaginionych lat". „Issa" to opowieść o okresie między 13 a 29 rokiem życia Chrystusa, który nie został opisany w Nowym Testamencie...
Więcej na CzaryMary.pl lub Illuminatio

Nieznany świat poleca:

Polskie życie po życiu
Ukazało się piąte wydanie słynnej książki redaktora Nieznanego Świata, Marka Rymuszki, opisującej relacje ludzi, którzy zostali odratowani ze stanu śmierci klinicznej.  „Polskie życie po życiu" opowiada o tym, co i kogo spotkali oni po drugiej stronie...
Więcej na stronie księgarnii Nieznanego Świata