Jakiś czas temu pojawiły się informacje o niezwykłych wydarzeniach, jakie mają miejsce w domu państwa Mráčków ze Strašic. W drugiej połowie ub. roku doszło tam niespodziewanie do serii niezwykłych incydentów, które przybrały niespodziewanie destrukcyjny obrót. Najpierw pękały szyby i żarówki, zaś woda w akwarium gotowała się. Wkrótce przez dom przetoczyła się fala samoistnie wybuchających pożarów, z którymi walczyć musieli domownicy. Wkrótce na miejsce zaczęli ściągać rozmaici eksperci, z których każdy ofeował swe własne rozwiązanie tego, co działo się u Mráčków. Czy któremuś z nich się wreszcie udało?
Bob Rickard, Fortean Times
W listopadzie 2009 roku pojawiła się historia o poltergeiście mającym manifestować się w niewielkim domu państwa Mráčków. Wkrótce jednak, jak się okazało, opinia publiczna straciła zainteresowanie przypadkiem. Czy słusznie? Co takiego się zatem stało?
Głównymi postaciami w dramacie byli członkowie rodziny Mráčków z miejscowości Strašice leżącej w odległości 62 km na południowy - zachód od Pragi, gdzie rodzina posiadała niewielki dom. Nie wiadomo dokładnie, od czego zaczęły się wydarzenia, jednakże czeskie media zwróciły pod koniec ubiegłego roku uwagę na dziwne zdarzenia mające miejsce w domu, takie jak pękające nagle szyby i żarówki czy też szalejące w domu niewielkie pożary. Członkowie rodziny musieli walczyć z ponad 60 małymi pożarami dziennie, które „atakowały" głównie plastikowe torebki, ręczniki, zasłony czy gniazdka elektryczne (nawet, gdy prąd był odłączony). Podobnie działo się także w nocy, zaś pewnego razu członkowie rodziny zauważyli, że woda w akwarium gotuje się, wskutek czego zginął zamieszkujący je żółw.
Mráčkowie zdecydowali o odesłaniu ich syna Jiří do babci na okres dopóki nie wyjaśni się tajemniczego zjawiska. Wszystko, co mogli zrobić, to czekać na następne ataki ognia.
- Musimy zostać tutaj, aby gasić pożary - mówiła Hana Mráček. To przecież nasz dom. Budowaliśmy go własnymi rękoma i przez 10 lat wszystko było w porządku.
Z kolei gospodarz domu poinformował jednego ze śledczych zajmujących się ich przypadkiem, że już od września ub. roku zmuszeni oni byli żyć bez elektryczności, szczególnie w czasie, gdy rzekomy „ognisty poltergeist" miał okresy wysokiej aktywności. gdyż w grę wchodziły względy bezpieczeństwa. Ale to nie wszystko, bowiem problemy z elektrycznością dotykały również rzekomo sąsiadów Mráčków.
Wkrótce (choć nie wiadomo na czyje wezwanie) przybyli do Strašic geofizycy, inżynierowie z firmy telekomunikacyjnej oraz elektrycy. Poprosić o opinię mógł ich burmistrz, Jiří Hahner, który stwierdził, że wydarzenia w domu rodzą niebezpieczeństwo dla mieszkańców i obiecał Mráčkom nowy dom. Wówczas o całym zdarzeniu nie wiedziano jeszcze zbyt wiele.
- Nie chcemy popadać w okultyzm - mówił burmistrz. Postaramy się wyjaśnić to w sposób naukowy, jednakże nie jest to łatwe, ponieważ te zdarzenia są rzeczywiście bez wyjaśnienia.
Na miejscu zjawili się wkrótce inni eksperci, w tym Luděk Pekárek z organizacji Sisyfos - czeskiego towarzystwa sceptyków, który stwierdził, że źródłem zjawisk w domu są sami mieszkańcy. Z kolei Jitka Lenková reprezentująca czeską organizację zajmującą się zjawiskami paranormalnymi stwierdziła, że w grę wchodzi aktywność poltergeista. Bez komentarza sprawę pozostawił specjalista z praskiej Szkoły Inynierii Elektrycznej, który również zjawił się u Mráčków.
Testy wykonane przez dostawcę energii wykazały, że od tej strony wszystko działa bez zarzutu. Nie odnaleziono śladów żadnych spięć, które mogłyby być odpowiedzialne za spontanicznie wybuchające pożary. Jednakże jeśli nawet ich przyczyna leżała w elektrycznej usterce trudno byłoby wyjaśnić fakt, dlaczego ogień atakował przedmioty wykonane z tak zróżnicowanych materiałów.
Co ciekawe, po tym jak ekipa telewizji NOVA zainstalowała w domu sieć kamer, aktywność zjawiska spadła do zera. Wraz z tym, jak wykluczono wszelkiego rodzaju usterki sieci, najbardziej wiarygodna wydawała sę być teoria dr Pekárka. Podejrzenia padły na 12-letniego Jiříego Mráček. Powodów było kilka. Po pierwsze był on obecny przy większości incydentów, a po drugie na początku ub. roku wraz z grupą innych chłopców odwiedził on remizę strażacką, aby bliżej przyjrzeć się pracy strażaków i ratowników medycznych. W czasie prezentacji pokazano również różne źródła powstawania pożarów. Przeprowadzona wkrótce sonda na jednej ze stron internetowych wskazywała, że ponad 40% głosujących wierzyło, że za niezwykłymi zjawiskami stał ktoś z rodziny. Presja okazała się tak silna, że 30 grudnia chłopiec przyznał się do wszystkiego, a policja zamknęła przypadek.
- Przyznał się, że zapalił mokry ręcznik, rozbił akwarium i szybę w oknie - mówiła rzeczniczka policji Jana Tomkova. Chciał, aby eksperci zainteresowali się tajemniczymi wydarzeniami w jego domu - dodawała odpowiadając na pytania o motywy nim kierujące.
Najciekawsze jest jednak to, że sceptyczny dr Pekárek wcale nie wszedł do nękanego pożarami domu. Swą opinię na temat tego, co się tam dzieje wyraził po tym, jak nie pozwolono mu tam wejść (podobnie było w przypadku Tiny Resch z 1984 roku, gdzie podobną opinię wydał James Randi, którego z domu wydalono), lecz mimo to jego opinia wydawała się słuszna. Podobnie sądził pilzneński fizyk Luboš Motl, który w połowie listopada ub. roku udał się do Strašic i spędził z rodziną trochę czasu. Na miejscu zastał zdezorientowanego wszystkim ojca i syna – „miłego nieśmiałego chłopca" (jak go opisał w swym blogu). „Nie byłem w stanie sprawić, aby się do wszystkiego przyznał, choć byłem dość blisko" - pisał. Co ciekawe, Jiří nie przyznał się do wszystkiego, bowiem jak stwierdził odpowiedzialny był tylko za część zdarzeń, które miały miejsce w domu, chcąc po prostu zwrócić większą uwagę na to co się z nim dzieje. Motyw ten również bardzo często przeplata się w historiach o zjawiskach paranormalnych.
I tak powinien zakończyć się ów przypadek, jak to było z wieloma innymi. Mimo jednak nie wszystko wydaje się tu jasne i pojawia się kilka wciąż niewyjaśnionych aspektów sprawy. Po pierwsze, tajemnicze zjawiska występowały również wtedy, gdy mały Mráček wysłany został do babci. Po drugie, świadkami obserwacji samoistnych pożarów w czasie, gdy dom był odłączony od prądu mieli być również przysłani na miejsce elektrycy. Po trzecie zaś zdolności pirotechniczne dwunastolatka nie pozostawiały po sobie śladów.
- Nie odnaleziono śladów substancji łatwopalnych zaś Jiří nie mógł być sprawcą niektórych ze zjawisk - mówił Martin Sobotka, regionalny rzecznik firmy energetycznej.
Odpowiedź na to znalazł również Motl, choć była ona już mniej elegancka, bowiem elektryków, którzy zajmowali się domem w Strašicach nazwał on „idiotami, którzy marnują dużo pieniędzy". Oprócz tego pojawiło się wiele innych teorii spiskowych dotyczących wojskowego wątku w całej sprawie, czy nawet powiązań pożarów z Wielkim Zderzaczem Hadronów.
Co ciekawe, na kilka dni po tym, jak w domu Mráčków zaczęły dziać się dziwne rzeczy, rodzina z miejscowości Vyhnánově opowiedziała o swej własnej przygodzie z poltergeistem. 77-letnia Květa Pešková powiedziała serwisowi iDnes, że w czasie, gdy jej mąż był dzieckiem wokól niego zaczynały latać sztućce, zaś szufladki same się wysuwały. Co więcej, na jego ubraniach pojawiała się woda. Latający widelec zranił w oko jego dziadka, zaś na miejscowego księdza rzuciła się mokra szmata. Sąsiedzi mówili nawet, że w domu, gdzie działy się dziwne rzeczy „zmaterializowała się" nawet krowa, jednak nikt nie mógł tego do końca potwierdzić, choć stało się to przyczyną wezwania egzorcystki. Gdy ta przybyła na miejsce jej konie spłoszyły się i potrzeba było kilku mężczyzn, aby je okiełznać. Wydawało sie, że źródlem wszystkich zjawisk była siostra męża pani Peškovej.
Zobacz także:
► Skomentuj na INFRA FORUM
► Czechy: Co straszy w Strašicach?
► Anomalne ognie
► Horror przy Church Lane
► Przypadek Joasi
___________________
Tłumaczenie i opracowanie: INFRA
Autor: Bob Rickard
Źrodło: Fortean Times
W listopadzie 2009 roku pojawiła się historia o poltergeiście mającym manifestować się w niewielkim domu państwa Mráčków. Wkrótce jednak, jak się okazało, opinia publiczna straciła zainteresowanie przypadkiem. Czy słusznie? Co takiego się zatem stało?
Głównymi postaciami w dramacie byli członkowie rodziny Mráčków z miejscowości Strašice leżącej w odległości 62 km na południowy - zachód od Pragi, gdzie rodzina posiadała niewielki dom. Nie wiadomo dokładnie, od czego zaczęły się wydarzenia, jednakże czeskie media zwróciły pod koniec ubiegłego roku uwagę na dziwne zdarzenia mające miejsce w domu, takie jak pękające nagle szyby i żarówki czy też szalejące w domu niewielkie pożary. Członkowie rodziny musieli walczyć z ponad 60 małymi pożarami dziennie, które „atakowały" głównie plastikowe torebki, ręczniki, zasłony czy gniazdka elektryczne (nawet, gdy prąd był odłączony). Podobnie działo się także w nocy, zaś pewnego razu członkowie rodziny zauważyli, że woda w akwarium gotuje się, wskutek czego zginął zamieszkujący je żółw.
Mráčkowie zdecydowali o odesłaniu ich syna Jiří do babci na okres dopóki nie wyjaśni się tajemniczego zjawiska. Wszystko, co mogli zrobić, to czekać na następne ataki ognia.
Zniszczone przez ogień gniazdka elektryczne z domu państwa Mráčków
|
- Musimy zostać tutaj, aby gasić pożary - mówiła Hana Mráček. To przecież nasz dom. Budowaliśmy go własnymi rękoma i przez 10 lat wszystko było w porządku.
Z kolei gospodarz domu poinformował jednego ze śledczych zajmujących się ich przypadkiem, że już od września ub. roku zmuszeni oni byli żyć bez elektryczności, szczególnie w czasie, gdy rzekomy „ognisty poltergeist" miał okresy wysokiej aktywności. gdyż w grę wchodziły względy bezpieczeństwa. Ale to nie wszystko, bowiem problemy z elektrycznością dotykały również rzekomo sąsiadów Mráčków.
Wkrótce (choć nie wiadomo na czyje wezwanie) przybyli do Strašic geofizycy, inżynierowie z firmy telekomunikacyjnej oraz elektrycy. Poprosić o opinię mógł ich burmistrz, Jiří Hahner, który stwierdził, że wydarzenia w domu rodzą niebezpieczeństwo dla mieszkańców i obiecał Mráčkom nowy dom. Wówczas o całym zdarzeniu nie wiedziano jeszcze zbyt wiele.
- Nie chcemy popadać w okultyzm - mówił burmistrz. Postaramy się wyjaśnić to w sposób naukowy, jednakże nie jest to łatwe, ponieważ te zdarzenia są rzeczywiście bez wyjaśnienia.
Na miejscu zjawili się wkrótce inni eksperci, w tym Luděk Pekárek z organizacji Sisyfos - czeskiego towarzystwa sceptyków, który stwierdził, że źródłem zjawisk w domu są sami mieszkańcy. Z kolei Jitka Lenková reprezentująca czeską organizację zajmującą się zjawiskami paranormalnymi stwierdziła, że w grę wchodzi aktywność poltergeista. Bez komentarza sprawę pozostawił specjalista z praskiej Szkoły Inynierii Elektrycznej, który również zjawił się u Mráčków.
Ręcznik zapalił się rzekomo bez niczyjej ingerencji (fot. za: tn.cz)
|
Co ciekawe, po tym jak ekipa telewizji NOVA zainstalowała w domu sieć kamer, aktywność zjawiska spadła do zera. Wraz z tym, jak wykluczono wszelkiego rodzaju usterki sieci, najbardziej wiarygodna wydawała sę być teoria dr Pekárka. Podejrzenia padły na 12-letniego Jiříego Mráček. Powodów było kilka. Po pierwsze był on obecny przy większości incydentów, a po drugie na początku ub. roku wraz z grupą innych chłopców odwiedził on remizę strażacką, aby bliżej przyjrzeć się pracy strażaków i ratowników medycznych. W czasie prezentacji pokazano również różne źródła powstawania pożarów. Przeprowadzona wkrótce sonda na jednej ze stron internetowych wskazywała, że ponad 40% głosujących wierzyło, że za niezwykłymi zjawiskami stał ktoś z rodziny. Presja okazała się tak silna, że 30 grudnia chłopiec przyznał się do wszystkiego, a policja zamknęła przypadek.
- Przyznał się, że zapalił mokry ręcznik, rozbił akwarium i szybę w oknie - mówiła rzeczniczka policji Jana Tomkova. Chciał, aby eksperci zainteresowali się tajemniczymi wydarzeniami w jego domu - dodawała odpowiadając na pytania o motywy nim kierujące.
Najciekawsze jest jednak to, że sceptyczny dr Pekárek wcale nie wszedł do nękanego pożarami domu. Swą opinię na temat tego, co się tam dzieje wyraził po tym, jak nie pozwolono mu tam wejść (podobnie było w przypadku Tiny Resch z 1984 roku, gdzie podobną opinię wydał James Randi, którego z domu wydalono), lecz mimo to jego opinia wydawała się słuszna. Podobnie sądził pilzneński fizyk Luboš Motl, który w połowie listopada ub. roku udał się do Strašic i spędził z rodziną trochę czasu. Na miejscu zastał zdezorientowanego wszystkim ojca i syna – „miłego nieśmiałego chłopca" (jak go opisał w swym blogu). „Nie byłem w stanie sprawić, aby się do wszystkiego przyznał, choć byłem dość blisko" - pisał. Co ciekawe, Jiří nie przyznał się do wszystkiego, bowiem jak stwierdził odpowiedzialny był tylko za część zdarzeń, które miały miejsce w domu, chcąc po prostu zwrócić większą uwagę na to co się z nim dzieje. Motyw ten również bardzo często przeplata się w historiach o zjawiskach paranormalnych.
I tak powinien zakończyć się ów przypadek, jak to było z wieloma innymi. Mimo jednak nie wszystko wydaje się tu jasne i pojawia się kilka wciąż niewyjaśnionych aspektów sprawy. Po pierwsze, tajemnicze zjawiska występowały również wtedy, gdy mały Mráček wysłany został do babci. Po drugie, świadkami obserwacji samoistnych pożarów w czasie, gdy dom był odłączony od prądu mieli być również przysłani na miejsce elektrycy. Po trzecie zaś zdolności pirotechniczne dwunastolatka nie pozostawiały po sobie śladów.
Straszny dom ze Strašic. Przypadek przypomina nieco czeski film. Niby wszyscy wszystko wiedzą, ale nie do końca...
|
- Nie odnaleziono śladów substancji łatwopalnych zaś Jiří nie mógł być sprawcą niektórych ze zjawisk - mówił Martin Sobotka, regionalny rzecznik firmy energetycznej.
Odpowiedź na to znalazł również Motl, choć była ona już mniej elegancka, bowiem elektryków, którzy zajmowali się domem w Strašicach nazwał on „idiotami, którzy marnują dużo pieniędzy". Oprócz tego pojawiło się wiele innych teorii spiskowych dotyczących wojskowego wątku w całej sprawie, czy nawet powiązań pożarów z Wielkim Zderzaczem Hadronów.
Co ciekawe, na kilka dni po tym, jak w domu Mráčków zaczęły dziać się dziwne rzeczy, rodzina z miejscowości Vyhnánově opowiedziała o swej własnej przygodzie z poltergeistem. 77-letnia Květa Pešková powiedziała serwisowi iDnes, że w czasie, gdy jej mąż był dzieckiem wokól niego zaczynały latać sztućce, zaś szufladki same się wysuwały. Co więcej, na jego ubraniach pojawiała się woda. Latający widelec zranił w oko jego dziadka, zaś na miejscowego księdza rzuciła się mokra szmata. Sąsiedzi mówili nawet, że w domu, gdzie działy się dziwne rzeczy „zmaterializowała się" nawet krowa, jednak nikt nie mógł tego do końca potwierdzić, choć stało się to przyczyną wezwania egzorcystki. Gdy ta przybyła na miejsce jej konie spłoszyły się i potrzeba było kilku mężczyzn, aby je okiełznać. Wydawało sie, że źródlem wszystkich zjawisk była siostra męża pani Peškovej.
Zobacz także:
► Skomentuj na INFRA FORUM
► Czechy: Co straszy w Strašicach?
► Anomalne ognie
► Horror przy Church Lane
► Przypadek Joasi
___________________
Tłumaczenie i opracowanie: INFRA
Autor: Bob Rickard
Źrodło: Fortean Times
| « poprzednia | następna » |
|---|

