W australijskich Górach Błękitnych, jednym z najdzikszych miejsc na świecie, znanych z wielu obserwacji UFO i innych dziwnych zjawisk, ukrywa się nieuchwytne potężne stworzenie, które nie dość, że zapędza się w pobliże ludzkich siedzib, to bawi się z nimi w chowanego. Co ciekawe, niektórzy twierdzą, że Yowie – opisywany jako masywny hominidy o krwistoczerwonych oczach może posiadać pewne paranormalne zdolności, w tym wywoływanie u świadków stanu lęku…
_______________________
R.Lang, M.Williams - Fortean Times
- Był jak dwunożny słoń noszący buty o rozmiarze 20 – w taki sposób Neil Frost, mieszkaniec Gór Błękitnych, opisał miejscowej policji przypominającą małpę istotę, którą napotkał w gęstym buszu niedaleko swego podwórka.
Był luty 1993. Nauczyciel i świeżo upieczony ojciec, nie chciał obudzić swego najmłodszego dziecka odgłosami nocnej eskapady do toalety. Zamiast tego, wymknął się on tylnimi drzwiami na podwórze, aby w gęstych porastających je zaroślach, załatwić potrzebę.
Gdy miał zamiar wracać, z cieni wyłoniła się wielka postać, która natychmiast podjęła ucieczkę.
- Właśnie skończyłem i wykonałem krok lub dwa, zaś to coś wstało z krzaków i po prostu wystartowało – przypomina sobie Neil. Było niewiarygodne. Zdawało się wielkie, a ile ważyło... nie wiem, może 130 kg. Nie miałem na nie dobrego widoku.
Nieco wstrząśnięty Neil ruszył to drzwi swego sąsiada, Iana „Lizarda” Price’a, herpetologa, który był wstrząśnięty widząc swego zwykle „cichego i nudnego” sąsiada walącego w okno jego sypialni w środku nocy.
- Był w stanie niezwykłego podniecenia – przypomina sobie Ian. Powiedziałem wiec: „Zróbmy to”. W końcu, rzeczą na jaką mogło się to coś porwać było zabicie nas. Wkrótce para mężczyzn wspólnie wybrała się w pogoń za postacią, jednakże w buszu umknęła im ona, będąc zawsze jeden krok dalej. Tak zaczął się dziwaczny, wciąż trwający rytuał podchodów.
Doniesienie o sprawie miejscowej władzy okazało się bezowocnym przedsięwzięciem. Mężczyźni dowiedzieli się potem, że dwaj lokalni konstable przeprowadzili wywiad od drzwi do drzwi, dowiadując się, że albo para poszukiwaczy potwora znana była jako wichrzyciele albo jako „narkomani”.
R.Lang, M.Williams - Fortean Times
- Był jak dwunożny słoń noszący buty o rozmiarze 20 – w taki sposób Neil Frost, mieszkaniec Gór Błękitnych, opisał miejscowej policji przypominającą małpę istotę, którą napotkał w gęstym buszu niedaleko swego podwórka.
Był luty 1993. Nauczyciel i świeżo upieczony ojciec, nie chciał obudzić swego najmłodszego dziecka odgłosami nocnej eskapady do toalety. Zamiast tego, wymknął się on tylnimi drzwiami na podwórze, aby w gęstych porastających je zaroślach, załatwić potrzebę.
Gdy miał zamiar wracać, z cieni wyłoniła się wielka postać, która natychmiast podjęła ucieczkę.
- Właśnie skończyłem i wykonałem krok lub dwa, zaś to coś wstało z krzaków i po prostu wystartowało – przypomina sobie Neil. Było niewiarygodne. Zdawało się wielkie, a ile ważyło... nie wiem, może 130 kg. Nie miałem na nie dobrego widoku.
Nieco wstrząśnięty Neil ruszył to drzwi swego sąsiada, Iana „Lizarda” Price’a, herpetologa, który był wstrząśnięty widząc swego zwykle „cichego i nudnego” sąsiada walącego w okno jego sypialni w środku nocy.
- Był w stanie niezwykłego podniecenia – przypomina sobie Ian. Powiedziałem wiec: „Zróbmy to”. W końcu, rzeczą na jaką mogło się to coś porwać było zabicie nas. Wkrótce para mężczyzn wspólnie wybrała się w pogoń za postacią, jednakże w buszu umknęła im ona, będąc zawsze jeden krok dalej. Tak zaczął się dziwaczny, wciąż trwający rytuał podchodów.
Doniesienie o sprawie miejscowej władzy okazało się bezowocnym przedsięwzięciem. Mężczyźni dowiedzieli się potem, że dwaj lokalni konstable przeprowadzili wywiad od drzwi do drzwi, dowiadując się, że albo para poszukiwaczy potwora znana była jako wichrzyciele albo jako „narkomani”.
Neil Frost
Tak więc noc po nocy, dwaj mężczyźni ścigać mieli stworzenie, które oznajmiało im o swej obecności poprzez hałaśliwe tupanie w ziemię, przemykając między drzewami i będąc tuż na wyciągnięcie ręki.
W poszukiwaniach ulotnego małpoluda, Neil i Ian odnaleźli coś, co zdawało się być odciskiem całego ciała w legowisku z trzcin w pobliżu ich domów. Natrafili także na odciski stóp, które jednak początkowo odrzucili, biorąc je za oszustwo.
- Jestem dość dobrze wykształcony jeśli chodzi o rdzenną przyrodę tego kraju do tego stopnia, że potrafię zidentyfikować każde zwierzę, jeśli nie gatunek, to co najmniej rodzaj – mówi Ian. Ale to było dziwne. Mierzyło 2 m. wzrostu. Ważę 100 kg, ale my patrzyliśmy na stworzenie co najmniej trzy razy cięższe. Było duże. Biegało jak człowiek, ale nie do końca. W jego kroku było coś dziwnego. Ma przeraźliwy ryk. Ludzie mówią, że można narobić w spodnie, kiedy się jest naprawdę przerażonym, ale nie jest tak. Mógł on prześcigać nas, unikać wzroku i ogrodzeń z drutu kolczastego. To była wielka włochata bestia.
Pomimo przerażającego spektaklu, Ian zachował swe poczucie humoru co do ryzyka związanego z pogonią za czymś tak wielkim i najprawdopodobniej niebezpiecznym.
Ian Price
- Trzymałem moją latarkę i świeciłem nią przed siebie, to coś zaś po prostu wstało, przechyliło się ku mnie i zaryczało mi w twarz – przypomina sobie Neil. Potem zaś pobiegło w busz. Było to dość przerażające, ale pamiętam, że miało to wielki łeb i czerwone ślepia. Ryknęło po raz kolejny, zaś po drugiej stronie doliny rozległ się szczek psów. Pamiętam, jak ludzie wychodzili z domów, aby uciszać swe psy.
Potwory z Gór Błękitnych
Incydenty z 1993, dały podstawę pod liczne obserwacje stworzenia wokół domów w wielu miastach Gór Błękitnych, wzdłuż Wielkiej Zachodniej Autostrady. Droga wije się przez ogromny obszar znajdujący się na liście Światowego Dziedzictwa, obejmujący ponad milion hektarów i składający się głównie z zalesionych terenów. Jest to obszar, który zyskał sobie miano „anomalnego” wśród badaczy zjawisk paranormalnych, z racji dużej liczby spotkań z UFO, dużymi kotami oraz Yowie, nie wspominając już o nawiedzonych domach z czasów osadnictwa kolonialnego.
- Jest tu kawał ziemi, praktycznie nieznanej – mówi Ian. Popatrzcie na Grose River Valley – nikogo tam nie było. Spójrzcie na Wollemi Pine. To 30 – metrowe drzewo! Czy potwór, który ma 2 m. wzrostu i 300 kg wagi może zatem tu biegać i chować się? Może...
Sosna Wollemi (Wollemia nobilis), tzw. „dinozaurowe drzewo”, choć uważane za dawno wymarłe, odkryte zostało na nowo w 1994 przez strażnika parkowego eksplorującego głęboki i wąski kanion w sercu Gór Błękitnych.
Krajobraz Gór Błękitnych
Co najmniej 63 osoby spośród sąsiadów Neila i Iana, również widziały lub słyszały dwunożną istotę w pobliżu swych domów lub w gęstym, w dużym stopniu nieodkrytym buszu, jaki otacza miasta. Pewnego razu 9-latek, sąsiad Neila, bawił się ogniem i biegł przez busz z zapalonym kijem w dłoni.
- Jak sobie można wyobrazić, nie była to najmądrzejsza z rzeczy, jakie można tam robić – mówi Neil, odnosząc się do częstych i niszczycielskich dla buszu pożarów. Wbiegł on po prostu na stworzenie – spojrzało na niego z góry, on zaś spojrzał w górę, a potem oboje pobiegli w przeciwne strony, zupełnie przerażeni. Pięknie opisał on to stworzenie, zwracając uwagę na fałdy skóry na jego twarzy, które były „skórzaste” i czarne, z gęstym futrem na zewnątrz – szarym z białawymi skrawkami.
Rysunek małpoluda pochodzący z 1912 roku, opublikowany w Sydney Sun
W przeciwieństwie do USA, gdzie występuje wiele zwierząt, jak np. niedźwiedzie, Australia nie posiada zwierząt, jakie można byłoby przypadkowo wziąć za „Yowie” lub „Yahoo” – jak Aborygeni określają stworzenie ścigane przez Neila i Iana. Australia nie może się również pochwalić innymi naczelnymi, jak małpy czy małpy człekokształtne.
Mimo wszystko z drugiej strony istnieje poważny niedobór dowodów fotograficznych czy nagrań video na istnienie stworzenia. Nie znaleziono nigdy całego czy nawet częściowego szkieletu. Własne wysiłki Neila położone w kierunku zebrania próbek DNA Yowie’go, zaprowadziły do nikąd. Jednakże wciąż będzie on kontynuował to wyzwanie, aż do udowodnienia, że kryje się za tym coś materialnego. Gipsowe odlewy stóp oraz fotografie śladów, jakie pozostawił Yowie, zostały wykonane w całej okolicy. Ukazują one gigantyczne odciski stóp mierzących trzy-, cztero- lub nawet pięciopalczastych stóp, które nie zdają się być w stanie wspierać ruchów wielkiego zwierzęcia, a co dopiero jego stabilizacji. Żadne inne zwierzę nie wykazuje podobnych cech, co „stopa Yowiego”. Wyglądają one czasem nawet odmiennie od ich odpowiedników u naczelnych.
Czasami trudno uwierzyć w to, że Australię zamieszkuje nieznane jeszcze zwierzę, nie figurujące w podręcznikach, poruszające się z ogromną prędkością i posiadające charakterystyczne czerwone oczy. Musi mieć w sobie coś nie z tego świata…
Śledząc nieuchwytne
Starając się dowiedzieć nieco więcej o stworzeniu, Neil skontaktował się z miejscowymi Aborygenami z Burragorang, którzy początkowo niechętnie odnosili się do rozmów z białym człowiekiem o Yowiem, jednak zmienili zdanie kiedy ten opowiedział im swoją historię. Okazało się, że istota jest im dobrze znana i ma miejsce w ich kulturze.
Opisywany jako umięśniony olbrzym Yowie miał według nich być ludożercą. Towarzyszył mu także zwykle nieznośny odór – cecha pojawiająca się także w dzisiejszych relacjach o stworzeniu. Mimo wszystko, opowieści miejscowych z Burragorang postawiły przed Neilem większą ilość pytań niż odpowiedzi.
- Aborygeni powiedzieli mi, że istoty te żyją w drzewach, ale myślę, że to złudzenie, ponieważ mogą co najwyżej kryć się za drzewami – mówi Neil. Inne historie mówią również, że Yowie ma umieszczone w odwrotną stronę stopy, co nie jest oczywiście prawdą, ale może wskazywać na to, że są one cholernie trudne do wytropienia.
Odniesienie do stóp to kolejna legenda, która towarzyszy opowieściom o małpoludach z całego świata, która jednocześnie zwraca nam uwagę na ich nadnaturalne pochodzenie. Neil uważa jednak, że to zupełnie realne stworzenie, odrzucając wszelkie możliwości dotyczące jego paranormalnych zdolności.
Jedną z osób, które przyczyniły się do bardziej nieziemskiego portretu Yowiego był australijski poszukiwacz potworów (weteran na tym polu), Tony Healy wraz ze swym kolegą, Paulem Cropperem dołożył starań, aby stworzyć największe dzieło w tym temacie wierząc, że sprawa Yowiego „kryje coś więcej aniżeli antropologiczną czy zoologiczna tajemnicę, tzn. jest w tym coś więcej niż tylko krew i ciało. Jeśli odrzucić wszelkie paranormalne zjawiska związane z Yowiem to tak, jakby zamieść pod dywan 20% zgromadzonych danych” – powiedział Healy na zorganizowanej w Sydney konferencji kryptozoologicznej.
Okładka książki Healy'ego i Croppera poświęconej Yowiemu
- Po 25 latach badań podejrzewam, że amerykańscy Indianie czy Aborygeni oraz część badaczy ma rację: możemy mieć do czynienia ze zmieniającymi kształt zjawami, które leżą poza możliwościami ludzkiego poznania – twierdził.
Jak bowiem wyjaśnić inaczej przypadki znikania, krwistoczerwone oczy (niekiedy wielkości piłek tenisowych), nadludzką szybkość i możliwość wzbudzenia w człowieku „nienazwanego strachu” – pierwotnego lęku, który niemal „wywraca trzewia”, o czym mówi wielu świadków.
Lęk, o którym mówią m.in. tropiciele Yowiego, zatrzymał na szlaku wielu z nich wzbudzając niepohamowaną chęć powrotu do spokojnej cywilizacji. Czy nie przypomina to chwilowego przerażającego paraliżu, który dotyka ofiary wielkich kotów? Tylko jaka istota może wywoływać ten lęk?
Dwie osoby, które wierzą w paranormalny rodowód Yowiego to sąsiedzi Neila i Iana – Jerry oraz Sue O’Connor, którzy również spotkali się z istotą. Preferują określać go terminem „duch natury”.
Ich pierwsze spotkanie z małpoludem miało miejsce w listopadzie 1999 roku. Sue znajdowała się nocą na werandzie swego domu, kiedy ciszę przerwał przeszywający krzyk.
- Było koło północy, kończyłam malować, kiedy nagle pojawił się ten dźwięk – mówi. Nie wiem, jak to opisać – był jak coś nie z tego świata – krzyżówka ryku lwa, niedźwiedzia i małpy. Przeraziłam się i uciekłam do środka, aby zawołać Jerry’ego.
Początkowo odnoszący się sceptycznie do twierdzeń żony Jerry wyszedł na werandę tłumacząc żonie, że za hałasy odpowiedzialne są walabie lub wombaty.
- Potem to stworzenie zaryczało – przypomina sobie Jerry. Był to obcy dźwięk i nigdy wcześniej czegoś podobnego nie słyszałem. Nie mieliśmy latarki, więc nic nie było widać, ale dała się odczuć pewna fizyczna bariera między nami a tym czymś – tak, jakbym był dla tego zagrożeniem. Uderzyła mnie potem „ściana” strachu, zaś włosy zjeżyły mi się na plecach. Wciągnąłem Sue z powrotem do środka. Nic znanego mi z buszu nie wydawało takich dźwięków. Nie chce, żeby to się powtórzyło, bowiem było to przerażające doznanie.
Para przeniosła się w obecne miejsce zamieszkania w 1997 roku, po odejściu Jerry’ego z marynarki wojennej. Wydarzenie z Yowiem zburzyło jednak ciszę i spokój mieszkania na odludziu. Było to jak wrzucony w wodę kamień, który powodował coraz większe i większe fale.
Mit kontra rzeczywistość
Sue i Jerry O'Connor, którzy wielokrotnie widywali dziwne stworzenie w pobliżu swego domu
Podobnie jak Neil i Ian, także O’Connorowie stali się świadkami innych dziwacznych zajść w okolicach swego domu utwierdzając się w przekonaniu, że mimo swej woli są świadkami spotkań z istotą, z którą wcześniej kontakt mieli jedynie na kartach książek.
Nie znając wówczas Neila, małżeństwo skontaktowało się z mieszkającym w stanie Queensland Deanem Harrisonem, który przewodniczy grupie o nazwie „Australian Hominid Research”, poświęconej badaniu zjawiska, jakim jest Yowie. Ten z kolei skontaktował ich z Ianem i Neilem, którzy mieszkali tylko kilka ulic dalej. Przekazał im także historię innego człowieka, który spotkał duże stworzenie w pobliżu domu O’Connorów, co ważne – tego samego dnia, kiedy ci usłyszeli przeraźliwy ryk.
- Brad Croft przejeżdżał w odległości ok. 500 m. od naszego domu, kiedy zobaczył owłosioną istotę o wzroście 2.4 – 2.7 m., która przeszła przez drogę i zniknęła w rozpadlinie. Pojechał on wprost po Neila i kiedy po jakimś czasie dotarli do miejscowego strumienia, usłyszeli trzaski i odgłosy biegu, które jak się okazało, dochodziły wprost z naszego podwórka.
Przy innej okazji (jakiś czas od pierwszego spotkania), śpiącą ze swymi kotami Sue obudziły ich odgłosy. Zwierzęta były zaniepokojone.
- Spojrzałam, aby zlokalizować to, co je przestraszyło i nagle ujrzałam w oknie sylwetkę 2.5 – metrowej postaci.
Wcześniej parę regularnie budziły odgłosy otwierania skrzynki z bezpiecznikami, zaś jakiś czas później także Jerry stał się świadkiem obserwacji stworzenia, spostrzegając je w oknie sypialni.
- Bóg wie, jak długo to coś patrzyło się na nas przez okno – wspomina. Wstałem w nocy i spoglądając za okno, zobaczyłem to „coś”. Było to jak sylwetka człowieka ze zmierzwionymi włosami i nosem przypominającym ludzki, choć z rozpostartymi płatkami. Stworzenie było bardzo masywne. Do tego czasu sceptycznie podchodziłem do tego typu spraw, ale to w stu procentach mnie przekonało.
Wraz z tym, jak wzrastała liczba obserwacji, para zaczęła miewać dziwaczne sny związane z istotą, która często zakradała się w nich w pobliże ich okien, aby zajrzeć do środka.

- Zauważyłem, że zaczęliśmy mieć koszmary – mówi Jerry. Wstawałem czasem w nocy mówiąc Sue: „Znowu miałem przerażający sen z Yowiem”, zaś odpowiadała: „Tak? Ja też!”
Yowie doczekał się także swego pomnika, który stanął w jednej z miejscowości w stanie Queensland
Po odwiedzinach na podwórzu O’Connorów stworzenie pozostawiło po sobie ślady, zaś Jerry sfotografował je i wykonał ich odlewy. Często spacerująca po buszu para zauważyła także dziwne ślady oraz ścieżki prowadzące go rozpadlin, jaskiń i wodospadów.
Mimo tych jakże materialnych śladów, małżonkowie pozostają w przekonaniu, że istota jest czymś w rodzaju „ducha”, a nie zwyczajnym zwierzęciem.
Aborygeni wierzą w istnienie „małych ludzi”, które nazywają „yuuri” (czyt. jauri) lub „brown jack”, które odgrywają u nich podobną rolę, co elfy i gnomy w legendach europejskich ludów, strzegąc pewnych miejsc czy też po prostu dokuczając ludziom.
Tajemnica trwa
Opowieści przytoczonych tu świadków nie są jedynymi, które miały miejsce w Niebieskich Górach. Co ciekawe, większość z nich pochodzi z tego samego górskiego i lesistego rejonu. Jednak mimo znacznej ilości obserwacji, odlewów śladów oraz ustnej tradycji miejscowych, która wyprzedza o tysiące lat osadnictwo białego człowieka na terenie Australii, na istnienie nieznanego gatunku naczelnego przemierzającego busz nie ma konkretnych dowodów. Nieuchwytna istota, jeśli rzeczywiście jest zwierzęciem, nadal zdumiewa i frustruje tych, którzy ją spotkali. Być może pewnego dnia okaże się, że fizyczne i nadnaturalne aspekty tajemniczego Yowiego są jak dwie strony jednej monety. Do tego czasu pozostaje nam jedynie czekać…
________________________________
Tłumaczenie: INFRA
Źródło: Rubby Lang & Michael Williams w: Fortean Times, IV 2006.
| « poprzednia | następna » |
|---|

