Mimo oficjalnie bezowocnych 50 lat poszukiwań śladów pozaziemskich istot inteligentnych, naukowcy z SETI nie porzucają nadziei na ich znalezienie poszerzając zakres poszukiwań. Być może brak sukcesów leży w naszej niecierpliwości lub błędach w poszukiwaniu sygnałów od ET, którzy mogą okazać się inteligentnymi maszynami lub zamieszkiwać planety o warunkach nieprzyjaznych człowiekowi. Słynny Frank Drake i jego koledzy są jednak pewni – kontakt wreszcie nastąpi.
Alan Boyle, msnbc
Mija niemal 50 lat odkąd naukowcy po raz pierwszy wysunęli ideę poszukiwania sygnałów radiowych od cywilizacji pozaziemskich. Choć natrafiono na kilka ciekawych przypadków, oficjalnie nie trafiliśmy jeszcze na ślad przekazu. Obecnie eksperci od poszukiwania śladów inteligencji pozaziemskiej (SETI) zastanawiają się, czy wobec braku skutków szukamy sygnałów w złych miejscach, albo też szukamy ich złych rodzajów. Jeszcze inna sprawa to czas takich poszukiwań, gdzie pół wieku wydaje się być niedługim okresem.
Wielu tym kwestiom w swej najnowszej książce pt. „Confessions of an Alien Hunter” („Wyznania łowcy obcych”) przygląda się Seth Szostak, astronom z Instytutu SETI. Wyznania to tak naprawdę argumenty Shostaka za tym, aby projekt SETI był kontynuowany. Początki poszukiwań przenoszą nas na początek lat 60-tych XX wieku, gdy astronom Frank Drake (dziś kierownik Instytutu SETI) skierował w niebo znajdujący się w Zachodniej Wirginii radioteleskop z nadzieją usłyszenia obcych.
Po początkowych zmaganiach, Drake i jego koledzy zaczęli pracę z lepszymi i większymi teleskopami, w tym Green Bank Telescope oraz Teleskopem w Arecibo. Strategia zwykle wyglądała jednak tak samo, zakładając sprawdzanie gwiazdy po gwieździe w poszukiwaniu nienaturalnych stałych sygnałów radiowych.
Dziś uległo to jednak zmianie. Tzw. Allen Telescope Array – wspólne przedsięwzięcie Instytutu SETI oraz Uniwersytetu Kalifornijskiego ma możliwość jednorazowego badania wielu gwiazd. Jeśli rozwój programu SETI utrzyma się, jak mówi Shostak, w ciągu następnego dwudziestolecia sprawdzonych zostanie milion gwiazd.
Mija niemal 50 lat odkąd naukowcy po raz pierwszy wysunęli ideę poszukiwania sygnałów radiowych od cywilizacji pozaziemskich. Choć natrafiono na kilka ciekawych przypadków, oficjalnie nie trafiliśmy jeszcze na ślad przekazu. Obecnie eksperci od poszukiwania śladów inteligencji pozaziemskiej (SETI) zastanawiają się, czy wobec braku skutków szukamy sygnałów w złych miejscach, albo też szukamy ich złych rodzajów. Jeszcze inna sprawa to czas takich poszukiwań, gdzie pół wieku wydaje się być niedługim okresem.
Wielu tym kwestiom w swej najnowszej książce pt. „Confessions of an Alien Hunter” („Wyznania łowcy obcych”) przygląda się Seth Szostak, astronom z Instytutu SETI. Wyznania to tak naprawdę argumenty Shostaka za tym, aby projekt SETI był kontynuowany. Początki poszukiwań przenoszą nas na początek lat 60-tych XX wieku, gdy astronom Frank Drake (dziś kierownik Instytutu SETI) skierował w niebo znajdujący się w Zachodniej Wirginii radioteleskop z nadzieją usłyszenia obcych.
Po początkowych zmaganiach, Drake i jego koledzy zaczęli pracę z lepszymi i większymi teleskopami, w tym Green Bank Telescope oraz Teleskopem w Arecibo. Strategia zwykle wyglądała jednak tak samo, zakładając sprawdzanie gwiazdy po gwieździe w poszukiwaniu nienaturalnych stałych sygnałów radiowych.

Dziś uległo to jednak zmianie. Tzw. Allen Telescope Array – wspólne przedsięwzięcie Instytutu SETI oraz Uniwersytetu Kalifornijskiego ma możliwość jednorazowego badania wielu gwiazd. Jeśli rozwój programu SETI utrzyma się, jak mówi Shostak, w ciągu następnego dwudziestolecia sprawdzonych zostanie milion gwiazd.
Frank Drake - dyrektor Instytutu SETI i autor słynnego równania nazwanego jego imieniem wskazującego, że nasza galaktyka może być pełna cywilizacji stworzonych przez inteligentne isoty.
Shostak i Drake mówią, że nawet niewielkie rezultaty mogą poskutkować kontaktem z obcą cywilizacją zakładając, że takowa istnieje i że je przedstawiciele myślą w sposób podobny do nas. Pierwsze z założeń wydaje się trudne do zweryfikowania, natomiast jeszcze gorzej jest z drugim. Jeśli poszukiwanie śladów mikroorganizmów na Marsie czy innych ciałach niebieskich to dziedzina astrobiologii, to poszukiwanie innych istot inteligentnych wymaga stworzenia dziedziny na wzór astropsychologii…
Przez dekady strategia SETI wyznaczana była przez złotą zasadę panującą w kosmosie. Mówi ona, że poszukujemy kontaktu poprzez kanały, których sami używamy do komunikacji. W przeciwieństwie do wczesnych lat poszukiwań obcych Drake uważa, że dziś kosmici mogą transmitować dane cyfrowo i nie za pomocą monstrualnych anten radiowych, ale np. laserów.
W czasie jednej z konferencji Drake wskazał, że dopiero co ukończona National Ignitron Facility może skupić światło 192 laserów tworząc impuls, który trwa jedynie kilka nanosekund, ale jest znacznie jaśniejszy od Słońca.
- Podobne lasery mogą tworzyć impulsy świetlne, które są widoczne dla bardzo małych teleskopów z całej galaktyki.
Shostak twierdzi z kolei, że kosmici mogą posiadać dwa rodzaje przekaźników. Jednym z nich są podobne impulsy świetlne skierowane w kierunku planet uważanych za zamieszkałe (w tym Ziemi) a drugim transmisje o niskiej mocy. Z tego powodu badacze z SETI zaczęli poszukiwać owych niewielkich błysków światła.
Gdzie jednak powinniśmy szukać obcych? Lista planet instytutu SETI faworyzuje te, które przypominają naszą. W swej ostatniej książce Shostak sugeruje ponadto, że z racji naszego stanu wiedzy o sztucznej inteligencji, możemy natknąć się także na sygnały od inteligentnych maszyn. Seth Shostak - najbardziej rozpoznawana twarz projektu SETI przy czaszy teleskopu w Arecibo (Portoryko)
Jeśli kosmita okazałby się robotem, strategia zwracania głównej uwagi w kierunku planet przypominających Ziemię może się okazać nieco przestarzała. Z punktu widzenia hipotezy dotyczącej robotów, najlepszym miejscem do bytowania jest sąsiedztwo gwiazdy gorącej na tyle, aby dostarczyła cennej energii wykorzystywanej do przesyłania przekazów.
Drake dodaje ponadto, że śladów należy szukać również w innych miejscach. Okazuje się bowiem, że trzy-czwarte gwiazd w naszej galaktyce to czerwone karły, które są mniej jasne od Słońca, ale wciąż mocą stanowić dom potencjalnych istot inteligentnych. Czerwonych karłów wcześniej nie uwzględniano w poszukiwaniach SETI.
Reasumując, uprzednio zakres poszukiwań innych niż człowiek inteligentnych form życia był znacznie zawężony. Był to z pewnością jeden z powodów tego, że po 50 latach SETI wciąż ma puste ręce, jeśli chodzi o dowody i sukcesy na arenie poszukiwań. Wszystko
było zakrojone na zbyt małą skalę i jak przyznaje Drake, rozpatrzono tylko 5-10% możliwych kombinacji. Tzw. Sygnał WOW - jeden z pretendentów do miana przekazu od obcej cywilizacji. Odebrany w 1977 roku. Do dziś nie wiadomo skąd pochodzi, choć sceptycy podkreślają, że z obcymi nie ma nic wspólnego.
Shostak przyznaje, że jest pewien tego, że w ciągu najbliższych dekad uzyskamy solidny dowód na to, że poza naszą planetą istnieje życie. Dojdzie do tego albo dzięki SETI, badaniu egzoplanet lub też ekspedycjom na Marsa, Europę czy Enceladusa. Drake studzi jednak te nadzieje twierdząc, że „w 2025 raczej się to nie stanie, chyba że będziemy mieli szczęście.” Dodaje, że pierwsze efekty mogą pojawić się w połowie obecnego wieku. Jeszcze inni eksperci rozciągają okres oczekiwania do XXII lub XXIII wieku.
Co jednak stanie się, gdy dalsze poszukiwania okażą się bezowocne?
- Nie myślę, abym miał kiedykolwiek powiedzieć, że ich tam nie ma – mówi Shostak wskazując, że prędzej uzna, że najprawdopodobniej błąd leżał w sposobie komunikacji z obcymi.
Zobacz także:
► Porozmawiaj z obcym
► Ludzie i obcy mogą być podobni
► Inne artykułu z tej kategorii
► Skomentuj artykuł na INFRA FORUM
► Kiedy nastąpi kontakt z obcymi - wypowiedz się na INFRA FORUM
_______________________
Tłumaczenie: INFRA
Źródło: Alan Boyle, msnbc
| « poprzednia | następna » |
|---|

